Elwira, którą obdarzono charyzmatem
22 stycznia 2016

Elwira, którą obdarzono charyzmatem

„Najpierw sama doświadczyła uzdrowienia, a potem zrozumiałam, że mogę pomóc


22 stycznia 2016

„Najpierw sama doświadczyła uzdrowienia, a potem zrozumiałam, że mogę pomóc innym”

Tabliczka na kamienicy w centrum Rzeszowa nie wyróżnia się od innych. Gabinet także wygląda niepozornie. Jasne ściany, biurko, krzesła, kanapa. Uwagę zwracają tylko figury aniołków, ponieważ całe ich mnóstwo nanieśli wdzięczni pacjenci, oraz duża tablica oblepiona artykułami z różnych gazet, które pisały już o Elwirze Kruk – uzdrowicielce. – Nie lubię tego słowa, nie uważam się za uzdrowicielkę, ja tylko pośredniczę. leczy Bóg – mówi ona. – A najpierw pomógł mnie.

Zdarzył mi się cud

Chorowałam od 14. roku żyda. Cierpiałam na stwardnienie rozsiane i padaczkę. Doprowadziło to do tego, że w wieku 20 lat byłam rośliną. Nie chodziłam, nie mówiłam, została mi tylko świadomość, a wolałam wtedy, żeby i to mi zabrali. To trwało około pół roku – wspomina pani Elwira. – Mama wchodziła do pokoju, sprawdzała, czy żyję, chciałam krzyknąć: „Nie jes tak źle”, a nie mogłam wydobyć głosu. Zamknięta w ciele, dużo się modliłam. Ale nigdy o moje uzdrowienie. Nawet mi nie przyszło do głowy prosić o cud. Ja po prostu wierzyłam, że z tego wyjdę.

Dlatego zawsze mówi pacjentom. że najważniejsza jest psychika.

Wiem, że nie moje pozytywne myśli mnie uzdrowiły, tylko Bóg, ale moja postawa dała grunt pod to, że ten cud mógł się wydarzyć – uważa.

Chorobę, którą przeszłam, traktuję także jako doświadczenie dane mi po to, abym mogła lepiej rozumieć chorych, którzy do mnie przychodzą. W tamtych trudnych latach, kiedy traciłam sprawność, cierpiałam jednocześnie na nieustający ból głowy. Przykry, tępy, ale jednak pozwalał mi funkcjonować. Rodzice wozili mnie od lekarza do lekarza. A naprawdę tak boli? A naprawdę nic nie pomaga?” – zdarzało mi się słyszeć podejrzliwe pytania. Trafiałam także do bioenergoterapeutów. Jeden z nich, taki dziadziuś w rozczłapanych kapciach, z wielkim psem u boku, kiedy zobaczył mnie w drzwiach, nie czekając na żadne słowa, wyciągnął rękę i machając nią. powtórzył: „Boli głowa, boli głowa, boli głowa”. Poczułam ogromną wdzięczność, że ktoś wreszcie zrozumiał. Ale to nie on mnie uleczył. Ten dzień, kiedy się obudziłam bez najmniejszego bólu, był tym, od którego zaczęłam zdrowieć. W ciągu miesiąca wstałam z łóżka i doszłam do siebie. Bez żadnych specjalnych terapii i leków. I wróciłam do pracy. Do mojej ukochanej konserwacji zabytków. A niedługo potem odkryłam, że posiadam charyzmat uzdrawiania.

Beznadziejne przypadki? Nie dla mnie

Rozmowę w gabinecie przerywa telefon. Dzwoni kobieta, jej syn leży na OIOM-ie w szpitalu. Chłopak jest po próbie samobójczej. Chciał się powiesić, matka w ostatniej chwili go odcięła. On wciąż nie oddycha samodzielnie. – Trafiają do mnie najcięższe przypadki. Ludzie traktują mnie jak ostatnią deskę ratunku – przyznaje bioenergoterapeutka. – Dawniej często bywałam na oddziałach intensywnej terapii, kiedy stan chorego oceniany był jako beznadziejny. I pomagałam. Ale to patrzenie na ludzi w tak ciężkim stanie było dla mnie nie do zniesienia. Kiedyś spróbowałam więc pracować nad zdjęciem chorego. Okazało się. że stan osoby z fotografii niespodziewanie się poprawił. Od tego czasu pomagam więc również tą dro­gą, na odległość – opowiada.

Bioenergoterapią zajmuje się już od ponad 30 lat, posiada dyplom Izby Rzemieślniczej i Przedsiębiorców w Kielcach oraz gruby zeszyt z wpisami osób, które podają, w jaki sposób im pomogła. Od złagodzenia różnych bólów, przez pomoc w poczęciu dziecka, odzyskiwaniu słuchu, po walk z rozmaitymi chorobami, także nowotworami.

Przyjeżdżają z całej Polski, a nawet z zagranicy, także lekarze i księża – dodaje bioenergoterapeutka, zapewniając, że czasami kierują ich do niej sami lekarze. – Chorego z trzema guzami mózgu przysłał do mnie jego zięć neurochirurg: „Jedź, bo inaczej będę musiał cię operować”. Pomogłam temu mężczyźnie, operacja okazała się niekonieczna. Bóg robi przeze mnie zupełnie nieprawdopodobne rzeczy.

Na początku przyjmowała ludzi proszących o pomoc w domu.Przez 10 lat za darmo. Dopiero potem otwarłam ten gabinet – za­strzega pani Elwira.

Jak odkryła swoje zdolności?

-Od kiedy wyzdrowiałam, czułam, że mam wobec Boga dług. Uczestniczyłam w zakładaniu wspólnoty Odnowa w Duchu Świętym w Rzeszowie. Jeździłam na rekolekcje, wiele się modliłam. Zaczęłam odkrywać u siebie niezwykłe zdolności. Widziałam aurę innych ludzi. Ale wciąż nie byłam pewna, czy właśnie do tego mam powołanie. Przekonał mnie dopiero pewien ksiądz z Jarosławia: „Dziecko, nie przejmuj się, ty nie jesteś wariatką” – powiedział. I wtedy zaczęłam leczyć ludzi. Od początku robiłam to intuicyjnie – mówi.

Każdy zabieg rozpoczyna znakiem krzyża nad chorym i krótką modlitwą.

I w tym momencie moja rola jako Elwiry się kończy, ponieważ staję się już tylko przekaźnikiem – tłumaczy bioenergoterapeutka z Rzeszowa. – I nie ma choroby, której się nie podejmuję. Czuję, co dolega człowiekowi. Czytam dłońmi i potrafię znaleźć chore miejsce. Przyszła kiedyś do mnie kobieta leczona na nerw trójdzielny, a ja jej powiedziałam, że przyczyna leży w głowie. Wyszła wściekła, chociaż starała się tego nie okazać. Po miesiącu zadzwoniła z przeprosinami, bo okazało się po badaniu tomografem, że jednak ma guza w mózgu.

Człowiek to całość

-W bioenergoterapii nie ma znacze­nia, czy chorujesz na jedną, dwie czy więcej chorób równocześnie – tłumaczy. – Zabieg jest holistyczny, czyli równocześnie oddziałuje na wszystkie schorzenia w ciele, nawet te, o których człowiek nie wie, bo dopiero się rozwijają. Pomaga także uleczyć duszę. Wyciągałam więc już pacjentów z depresji i po próbach samobójczych.

Nie jest w stanie policzyć, ile osób przyjęła w ciągu wszystkich lat swojej praktyki. – Nie prowadzę kartotek. Przeważnie znam tylko imię i nazwisko, numer telefonu. Czasem ludzie mówią, skąd przyjechali, co robią. Przysyłają także listy ze zdjęciami osób, które potrzebują pomocy. Nie zawsze wiem, jaki jest skutek mojej pracy, bo nie wszyscy wracają, by podziękować-dodaje.

W zeszycie z podziękowaniami pacjentów bioenergoterapeutka trzyma między innymi list od lekarki, której matka cierpiała na nowotwór. Przyszła do Elwiry Kruk tylko dlatego, że chciała mieć pewność, że wykorzystała wszystkie możliwe sposoby, by pomóc bliskiej osobie.

– Nie wojuję z lekarzami, nie każę odstawiać chorym leków. Nie obiecuję, że uzdrowię ich z wszelkich chorób. Wręcz przeciwnie, sama bywam zaskoczona efektami. Przyszedł do mnie mężczyzna o kulach. Miał takie problemy z kręgosłupem, że już nigdzie się bez nich nie ruszał. Skończyłam zabieg, on wyszedł, patrzę – kule zostały. Wybiegam za nim. A on w płacz, że 8 lat z nimi chodził, a teraz poczuł się tak dobrze, że o nich po prostu zapomniał.

Anna Nosek
Artykuł dla rzeszowskiej gazety „Nowiny” z dnia 27 lutego 2015.


Leave a comment

Warning: simplexml_load_string(): Entity: line 1: parser error : Start tag expected, '<' not found in /home/jacekkruk/public_html/gabinetelwira/wp-content/plugins/soslider-social-slider/handlers/facebook/init.php on line 262

Warning: simplexml_load_string(): Not Found <br /><a href="http://www.facebook.com/">Back to Facebook.</a> in /home/jacekkruk/public_html/gabinetelwira/wp-content/plugins/soslider-social-slider/handlers/facebook/init.php on line 262

Warning: simplexml_load_string(): ^ in /home/jacekkruk/public_html/gabinetelwira/wp-content/plugins/soslider-social-slider/handlers/facebook/init.php on line 262

Warning: Invalid argument supplied for foreach() in /home/jacekkruk/public_html/gabinetelwira/wp-content/plugins/soslider-social-slider/handlers/facebook/init.php on line 263