Zwyczajny człowiek – niezwykła moc
01 stycznia 2018

Zwyczajny człowiek – niezwykła moc

Wojtuś przyszedł na świat w 6 miesiącu ciąży. Pomagała mu


01 stycznia 2018

Wojtuś przyszedł na świat w 6 miesiącu ciąży. Pomagała mu na odległość. Po kilku zabiegach maluch był na tyle silny, że oddychał samodzielnie, a zagrożenie życia minęło. — To cud Boski — słowa ordynatora wystarczą tu za całe podsumowanie.

— Babcia chłopca do mnie zadzwoniła opowiada Elwira Kruk, bioenergoterapeutka z Rzeszowa. — Kiedyś jej pomogłam, więc właśnie u mnie postanowiła szukać ratunku dla wnuka. Już po pierwszym zabiegu lekarze mogli odłączyć część aparatury, został jeszcze respirator. Po kilku kolejnych zabiegach maleństwo oddy-chało już samodzielnie.

Z pokorą i wiarą

O bardzo ciężkim stanie pani Ewy opowiedziała z kolei jej córka. — To jedna z tych sytuacji, które zapadają w pamięć na cale lata — opowiada Elwira. Zadzwoniła do mnie zrozpaczona kobieta i powiedziała: moja mama jest w agonii, nie obudziła się po operacji. Przysłała zdjęcie. Widok był naprawdę przygnębiający. Cień człowieka, jakby życie już całkiem z niej uszło.
Elwira robiła zabiegi od czternastego marca do dwunastego kwietnia Potem kontakt się urwał.
— Któregoś dnia, w czerwcu, odebrałam telefon — opowiada Elwira.
— Kobieta mówiła, że chciałaby przyjść z mamą. Kiedy podała nazwisko, zorientowałam się, że przecież to ta sama osoba, której niedawno pomagałam przez zdjęcie.
Obie panie — mama i córka — odwiedziły Elwirę kilka dni po tym telefonie.
— Proszę zobaczyć — Elwira pokazuje fotografię.

Trudno pojąć, że ta uśmiechnięta, pogodna brunetka obok Elwiry była już prawie po tamtej stronie — nie pracowały jej płuca, nerki, układ krążenia. Lekarze nie dawali szans. Ku ich zdziwieniu, pacjentka wróciła do pełni sił.
Ludzie, co naturalne, zadają sobie w takich sytuacjach mnóstwo pytań. Elwira nie pyta. Od ponad trzydziestu lat, z pokorą i wiarą, pamiętając własne uzdrowienie, podchodzi do każdego tak samo — z nadzieją, że i tym razem uda się pomóc.

Pan Edward chorował na białaczkę. Był przygotowywany do przeszczepu szpiku kostnego, choć jego wiek i stan początkowo wykluczały taką możliwość.
— Dodatkowo bardzo się bał skutków ubocznych — wspomina Elwira.
— Pierwszy zabieg wykonałam osiem dni przed planowanym przeszczepem. Wyniki na tyle się poprawiły, że jak tylko pojawił się dawca, lekarze postanowili spróbować.
Dzięki zabiegom Elwiry, specjaliści znowu przecierali oczy ze zdumienia, w tym syn pana Edwarda. który również jest lekarzem. Okazało się bowiem, że występujące zwykle u pacjentów po przeszczepie trudne do zniesienia skutki uboczne — wymioty, biegunka, gorączka, nawet zatrzymanie akcji serca oraz niewydolność układu oddechowego i nerek — tym razem nie wystąpiły.
— Wiem to od jego żony — opowiada Elwira. — Lekarze przyznali, że taka siła organizmu po przeszczepie to prawdziwy ewenement, tym bardziej, że wiek pacjenta stanowił tu dodatkowe ryzyko.

Ponad ludzką miarę

Ludzie często zgłaszają się do Elwiry z konkretnym schorzeniem. Tak było w przypadku pana Marka, który poprosił o pomoc głównie z powodu nowotworu prostaty. W najśmielszych nawet myślach nie przypuszczał, że niejako — przy okazji — poprawi się ogólny stan jego zdrowia.
Pan Marek był po dwóch zawałach. Od sześciu lat nie widział na jedno oko z powodu rozwarstwienia siatkówki. I już się z tym pogodził, bo lekarze — największe autorytety w dziedzinie okulistyki — przyznali, że przy obecnym stanie techniki medycznej nie będą w stanie mu pomóc.
Poprosił o dwa zabiegi dziennie.
— Już po czterech zabiegach stwierdził, że zaczyna widzieć również na chore oko. I że dużo lepiej się czuje — opowiada Elwira.
— Aż samej trudno mi uwierzyć, że po sześciu latach niewidzenia wystarczyły cztery zabiegi w ciągu dwóch dni, aby wzrok w chorym oku powrócił.

zwyczajny-czlowiek-2

Od pierwszych dni życia

Poród pani Joanny był szczególnie ciężki. Lekarze musieli go przyspieszyć, dziecko urodziło się przez vacuum, w jednym ze śląskich szpitali. Doszło do niedotlenienia, wdała się infekcja, a poziom bilirubiny był niebezpiecznie wysoki. Chłopiec nie umiał ssać.
— Zadzwoniła do mnie babcia tego maleństwa —wspomina Elwira.
Wykonywałam zabiegi na odległość, przez zdjęcie.
Radość była ogromna, kiedy w ciągu kolejnej nocy dziecko potrafiło już ssać, a poziom bilirubiny — ku zaskoczeniu lekarzy — spadał pięć razy szybciej niż dzieje się to zazwyczaj przy zastosowaniu leków.
Po kilkunastu dniach nikt nie mógł uwierzyć, że maleństwo przeszło poród kleszczowy. Główka miała prawidłowy kształt, noworodek wyglądał zdrowo. Poprawa była tak ogromna, że nawet mama nie mogła go rozpoznać!

Kiedy maleńkie dziecko płacze, rodzice nie potrafią mu pomóc, a lekarze rozkładają ręce, cierpi cała rodzina.
— Pewnie jest głodna, albo ma kolki — słyszeli rodzice dwumiesięcznej Hani, kiedy szukali pomocy u lekarzy.
Zgłosili się do Elwiry. Wyczułam jakieś zaburzenia w okolicy nerek, konkretnie jednej — wspomina.
— Trafiła pani w dziesiątkę — powiedzieli jej potem rodzice. Po szczegółowych badaniach okazało się, że dziecko płacze z powodu bólu wywołanego infekcją. Znając źródło bólu, lekarze mogli Hani pomóc.

Gdzie są kamienie?

Pani Anna była już bardzo wyczerpana bólem. Badania wykazały cztery kamienie w woreczku żółciowym. Pierwsza operacja miała być przeprowadzona laparoskopowo. W jej trakcie okazało się, że kamień zablokował drogi żółciowe i lekarze musieli zabieg przerwać. Pani Anna była wycieńczona. Cztery dni nie jadła, ciśnienie niebezpiecznie wzrosło, co było dodatkowym problemem przy znieczuleniu.
— Była przerażona i obolała — wspomina Elwira. — Zadzwoniła do mnie z prośbą o seans. Liczyła na to, że pomoże jej się to uspokoić, unormuje ciśnienie przed kolejną próbą.
Przeprowadziłam go wieczorem na odległość.
— Około 22.40 poczułam niewyobrażalne ciepło, na przemian skurcze i rozkurcze w jamie brzucha. Było mi dobrze, poczułam spokój — relacjonowała później pacjentka.

Operacja tym razem przebiegła bez powikłań. — Trochę się zdziwiłam, że nie otrzymałam „na pamiątkę” moich kamieni, jak inni — mówiła pani Anna. Sytuacja wkrótce się wyjaśniła.
— To jest niemożliwe! — niedowierzał lekarz prowadzący.
— Badałem panią dwa razy i kamienie były!
Jak się okazało, potwierdza to również dokumentacja medyczna, „śródoperacyjnie nie stwierdzono kamieni w woreczku”.

Historia pani Anny jest jedna, z wielu, jakie kryje gruby zeszyt Elwiry. Mnóstwo w nim podziękowań i ciepłych słów oraz wyników badań lekarskich.
— Guz na wątrobie mial poad półtora centymetra. Po dwóch miesiącach lekarz robił badanie USG, aby sprawdzić, w jakim tempie rośnie. Tymczasem badania wykazały, że nie ma żadnych zmian nowotworowych. Guz zniknął zupełnie. To dzięki Pani Elwirze, wróciłam do zdrowia — brzmi inna relacja.

zwyczajny-czlowiek-3

Kiedy gaśnie nadzieja

70 – letni pan Józef cierpiał na chorobę Parkinsona. Od diagnozy w 2010 r. jego stan systematycznie się pogarszał. Zawał serca, postępująca depresja, w końcu nie był w stanie samodzielnie wykonać najprostszych czynności, nie kontrolowal potrzeb fizjologicznych.
Żona znalazła Elwirę. — Ciężko uwierzyć, że na początku potrzebował pomocy dwóch osób, żeby usiąść i utrzymać się na krześle — wspomina bioenergoterapeutka.
— Trudno się było również z nim porozumieć. Żona się bała, że jego organizm się podda, kiedy podda się psychika.
Tymczasem już po pierwszym zabiegu nastąpiła poprawa. — Widać było, że jest psychicznie podbudowany— opowiada Elwira.
— A za psychiką poszło ciało — wkrótce sam wchodził do gabinetu, mówił też swobodnie, mogliśmy normalnie rozmawiać.

Kiedy tak zwyczajnie, po ludzku, trudno mieć nadzieję, zabiegi Elwiry Kruk potrafią zdziałać cuda. To Bóg — jak sama podkreśla — daje siłę, by pomagać. Bo nadziei odbierać nie wolno, choć wszystko jest w Jego rękach.
Stan pana Adama był ciężki. Nowotwór złośliwy zajął dolną część przewodu pokarmowego i przynosił ogromne cierpienie.
Elwira wykonywała zabiegi przed operacją. — Mimo ogromnego wyniszczenia organizmu, pan Adam przybrał na wadze sześć kilogramów — opowiada.
— Operacja powiodła się, obyło się nawet bez stomii. Ku zaskoczeniu lekarzy, badanie wyciętego guza wykazało brak komórek nowotworowych.

W Afryce też o Pani słyszeli

— Tyle osób różnych już spotkałam, a ciągle mnie coś zaskakuje — opowiada Elwira.
Któregoś dnia do jej rzeszowskiego gabinetu wkroczył czarnoskóry mężczyzna. Jak się potem okazało — wykształcony w Polsce lekarz, dyrektor szpitala klinicznego w… Zimbabwe.
Przyprowadził żonę i wnuka. Wszyscy skorzystali z zabiegu.
— Każdemu z nich wskazałam, co według mnie jest chore, a ten pan wszystko potwierdził, bo wcześniej robili badania — opowiada Elwira. Doświadczony lekarz nie mógł pojąć, że można tak trafnie diagnozować bez specjalistycznego sprzętu.
Dzięki zabiegowi Elwiry, on i żona znacznie lepiej się poczuli, ustąpiły bóle głowy.
— Napisał do mnie potem wiadomość — mówi Elwira.
— Mimo, że mój zabieg był jednorazowy, powtórne badania tomograficzne głowy u wnuka wykazały znaczącą poprawę obrazu mózgu.
— Skąd się pan o mnie dowiedział? — zapytała Elwira.
— Od znajomego z Zimbabwe — odparł zwyczajnie.
— To pani nie wiedziała, że tam o pani też słyszeli?

Imiona pacjentów zostały zmienione.

Artykuł w miesięczniku „Uzdrawiacz” luty 2017 r.


Leave a comment